0:000:00

Figurka górskiego pasterza

Historia Aleksandra, ur. 1936

Dzień był szary, a deszcz padał od samego rana, jakby niebo miało zły humor. Stałem w drewnianym warsztacie, otoczony zapachem świeżego drewna, który przypominał mi o dzieciństwie. Miałem wtedy może dziesięć lat. Ręce mi się trzęsły, bo chciałem stworzyć coś wyjątkowego. W głowie miałem obrazek: drewniana figurka, może górskiego pasterza, z owcami przy nodze, tak jak widziałem to w Tatrach.

Wszystko zaczęło się w Niedźwiedziu, gdzie życie płynęło wolniej, a każdy dzień przynosił nowe wyzwania. Pamiętam, jak często w wakacje grałem w piłkę na boisku z kolegami. Czasem, po długim dniu na świeżym powietrzu, wracałem do domu i przesiadywałem w warsztacie, gdzie tata trzymał swoje narzędzia. Był stolarzem, a ja zafascynowany jego pracą marzyłem o tym, żeby być jak on. Uczyłem się, jak trzymać dłuto, jak przyciąć drewno, a teraz, po latach, sam próbowałem coś stworzyć.

Tamtego dnia nie miałem wątpliwości, że muszę coś wykonać. Czułem, że chcę pokazać tacie, że potrafię. Ale nie tylko tacie — chciałem, żeby mama była ze mnie dumna. Była zawsze taka wspierająca. Nie raz pomagała mi w pracy, kiedy przychodziłem do niej z zapałem, że muszę coś ważnego zrobić. I wsparcie jej wzroku było dla mnie ważne.

Zacząłem od kawałka drewna, który znalazłem w kącie warsztatu. Wyrzeźbiłem kształt pasterza — jego twarz, ubranie, a nawet owce. Praca szła powoli, ale z każdą chwilą czułem, jak rośnie we mnie radość. Muzyka z radia grała cicho w tle, a ja od czasu do czasu przerywałem, by nasłuchiwać, co się dzieje na dworze. Zastanawiałem się, czy deszcz ustanie, czy może to tylko zapowiedź dalszych ulewnych dni.

Kiedy figurka była już prawie gotowa, poczułem lekkie zmęczenie. Usiadłem na krześle i spojrzałem na dzieło, które stworzyłem. Byłem z siebie dumny. Przypomniałem sobie, jak kiedyś, w szkole, zrobiliśmy z przyjaciółmi podobne figurki na konkurs rękodzieła. Wtedy moje zajączki nie miały takiego uroku, ale to był pierwszy krok. Wydawało mi się, że niektórzy chłopcy się śmiali, ale ja byłem dumny, bo robiłem coś, co kochałem.

Nagle usłyszałem, jak mama woła mnie na obiad. „Aleksander, przyjdź na chwilę!" Jej głos był ciepły, a ja od razu wstałem, zostawiając figurkę na stole. Wiedziałem, że zaraz wrócę. W kuchni czekał zapach zupy, który od zawsze kojarzył mi się z domem. Usiadłem przy stole, a mama z uśmiechem postawiła przede mną talerz. Rozmawialiśmy o różnych sprawach, a ja czułem się szczęśliwy.

Po obiedzie wróciłem do warsztatu, a w głowie miałem już pomysły na kolejne prace. Dokończyłem figurkę i postanowiłem ją pomalować na jasne kolory. Znalazłem farby, które tata trzymał w piwnicy. Gdy figurka była gotowa, spojrzałem na nią z satysfakcją. Uśmiechnąłem się szeroko. Moje serce biło szybciej, bo chciałem pokazać ją rodzicom.

Nie minęło dużo czasu, a na horyzoncie pojawiło się słońce. Zanim się zorientowałem, deszcz przestał padać, a ja biegłem do domu. Opowiedziałem mamie i tacie o tym, co zrobiłem. Mama z zachwytem spojrzała na figurkę, a tata podszedł, żeby dokładniej się jej przyjrzeć. Widać było, że są dumni. „Aleksander, to naprawdę piękne!” — powiedziała mama, a tata dodał: „Widać, że masz talent”.

Czułem się spełniony, szczęśliwy. Ich słowa były dla mnie ważne. Wtedy zrozumiałem, że nie chodzi tylko o to, co stworzyłem, ale o to, jak bardzo rodzina potrafi wspierać swoje marzenia. Ta figura stała się częścią mojego dzieciństwa, moich marzeń i pasji, które rozwijałem przez lata.

Kiedy przypominam sobie tamten dzień, czuję, że każda chwila w warsztacie była dla mnie ważna. Właśnie wtedy zrozumiałem, że pasja i rodzina to coś, co ma znaczenie. To, co tworzę, nie jest tylko przedmiotem, ale częścią mnie, moich emocji i wspomnień.

- Koniec -

Masz własne wspomnienia? Zapisz swoją historię.

Wystarczy email. Bez hasła. Twoja historia też jest warta opowiedzenia.

Zapisz swoją historię