Pierogi bożonarodzeniowe
Historia Józefy, ur. 1936
Kiedy usiedliśmy na werandzie, słońce chyliło się ku zachodowi, a niebo przybierało ciepłe odcienie różu i pomarańczu. To był jeden z tych letnich wieczorów, kiedy wszystko wydawało się być w idealnej harmonii. Wtedy zaczęłam wspominać naszą rodzinną tradycję, jaką były wspólne przygotowania do świąt Bożego Narodzenia.
Z roku na rok w naszej rodzinie przybywało nowych rąk do pracy, co dodawało radości do tych chwil. Pamiętam, jak wszyscy zbieraliśmy się w naszym domu — mój mąż Władysław, dzieci Magdalena i Michał, a także moi rodzice i brat Paweł. Każdy miał swoje zadanie. Władysław zajmował się przygotowaniem potraw, a dzieci kręciły się dookoła, pomagając, choć często bardziej przeszkadzały, niż pomagały.
Najwięcej radości sprawiało mi robienie pierogów. Ten zapach świeżo przygotowanego ciasta unosił się w całej kuchni. Wiedziałam, że muszę się postarać, bo każdy z nas miał swoje ulubione nadzienie. Michał uwielbiał ruskie, a Magdalena zawsze domagała się pierogów z jagodami. Pamiętam, jak kładłam rozwałkowane ciasto na stolnicy, a dzieci z zapałem przynosiły mi miski z nadzieniem, poklepując się po ramionach w chęci pomocy.
Kiedy z ogromnym zapałem lepiłam pierogi, Paweł podszedł do mnie z dużą miską. Był podekscytowany, mówiąc o tym, czego uczyli się w szkole o tradycjach bożonarodzeniowych. Chciał, żebyśmy zrobili coś wyjątkowego. Jego entuzjazm był zaraźliwy, więc postanowiliśmy, że zrobimy pierogi w kształcie gwiazd i choinek. Użyliśmy różnych foremek, a to była wspaniała zabawa. Śmialiśmy się, ciesząc się każdym nowym kształtem.
Kiedy już wszystkie pierogi były ulepione, w kuchni unosił się zapach gotującej się wody. Zrobiliśmy ich tyle, że zajęły prawie cały stół. Magda z Michałem kręcili się koło garnków, a Władysław z radością przygotowywał barszcz. To były chwile, które zawsze mnie wzruszały, bo rodzina była razem.
Wieczorem, gdy już wszystko było gotowe, zasiadaliśmy do stołu. Świeciliśmy lampkami, a dźwięk kolęd wypełniał pokój. Złote światło z lampionów rozlewało się wokół nas. To były piękne chwile, kiedy wszyscy razem śpiewaliśmy, a dźwięki kolęd przeplatały się ze śmiechem dzieci. Niezapomniane momenty, które zostaną w pamięci.
Gdy siedzieliśmy przy stole, każdy z nas dzielił się swoimi myślami i życzeniami na nadchodzący rok. Kiedy nastał czas, by przełamać opłatek, czułam dumę, że wszyscy są razem, że możemy cieszyć się sobą nawzajem. To był czas, kiedy wszelkie zmartwienia znikały, a radość wypełniała nasze serca.
Czasami myślę o tych wieczorach, o tym ciepłym blasku lampionów i dźwięku śmiechu. I choć te chwile minęły, wiem, że są w naszej pamięci. Dziś, gdy patrzę na moje wnuki, Zosię i Franka, czuję radość, że mogę przekazać im tę tradycję. Uczę ich, jak lepić pierogi i wspólnie przygotowywać potrawy, tak jak ja kiedyś. Przecież to są te najcenniejsze wspomnienia, które tworzymy razem.
Masz własne wspomnienia? Zapisz swoją historię.
Wystarczy email. Bez hasła. Twoja historia też jest warta opowiedzenia.
Zapisz swoją historię