Popołudnie z wnukiem i modelami
Historia Wojciecha, ur. 1964
Pamiętam jedno takie popołudnie, już parę lat po tym, jak przestałem chodzić do roboty. Dzieciaki wpadły do nas, a ja akurat siedziałem przy stole i grzebałem w pudełku z drobiazgami. Maria krzątała się w kuchni, taki zwykły domowy hałas: szuflada, łyżeczki, czajnik. I wtedy wnuk, jeszcze mały, ale już z tym swoim spojrzeniem, podszedł do mnie i mówi, że on by chciał coś składać, bo widział u mnie te modele.
Ja mam do tego cierpliwość, lubię takie dłubanie. Wyciągnąłem pudełko z modelem i usiedliśmy przy stole. Od razu ten zapach plastiku, taki jak z nowego pudełka, i papier z instrukcji. Rozłożyłem wszystko po swojemu, bez pośpiechu: ramki z częściami na jedną stronę, nożyk i cążki na drugą. Powiedziałem mu tylko: dobra, jedna rzecz, odkładamy na miejsce, bo potem się robi bałagan i człowiek szuka po podłodze.
On przytaknął, ale wiadomo, ręce mu latały. Wziął pierwszy element i aż go ścisnął, a potem zaczął ciągnąć, jakby chciał to wyrwać na siłę. Mnie od razu ścisnęło, bo ja już widzę pęknięcie, a potem to się nie składa i człowiek się tylko denerwuje. Już miałem mu powiedzieć ostrzej, tak odruchowo, ale wziąłem oddech i mówię: poczekaj. Najpierw zobacz, gdzie to ma iść. Nie ciągnij.
Popatrzył na mnie i od razu mu mina siadła, że coś zepsuł. To ja przesunąłem instrukcję bliżej i palcem pokazałem rysunek. Tu, widzisz? To ma taki mały ząbek. Jak będziesz szarpał, to ząbek zostanie w ramce i potem będzie kłopot.
Siedzieliśmy blisko, prawie obok siebie. Lampa świeciła na stół, a reszta pokoju była już taka przygaszona. Maria z kuchni co chwilę zerkała, ale się nie mieszała, tylko się uśmiechała, bo ona lubi, jak ja coś pokazuję, a nie tylko gadam. Wnuk zaczął zwalniać. Najpierw ostrożnie, potem już pewniej. Słychać było takie ciche klik, jak coś weszło na miejsce, i szelest kartki, jak przewracaliśmy instrukcję.
W pewnym momencie spadła nam na podłogę malutka część. Taka, że ledwo ją widać. Wnuk zamarł, oczy od razu wielkie. Ja też poczułem to ukłucie, bo znam to: szukasz, szukasz, a tu nic, i człowiek się nakręca. Zsunąłem się z krzesła i zacząłem macać po podłodze, powoli, przy samej nodze stołu. On też klęknął, ale bardziej patrzył na mnie niż na podłogę, jakby czekał, co ja zrobię.
Mruknąłem tylko: spokojnie, znajdzie się, one lubią spadać w głupie miejsca. I faktycznie, po chwili zobaczyłem tę część przy nodze stołu, tylko tak mignęła w świetle. Podniosłem i podałem mu na dłoni. On aż wypuścił powietrze, tak wyraźnie, że Maria się zaśmiała w kuchni i powiedziała coś w stylu: no, jednak się da.
Potem już szło. Wolno, ale równo. Wnuk zaczął pytać: czemu to tak zrobione, czemu tu nie trzyma, czemu trzeba dociskać. A ja mu tłumaczyłem prosto, jak umiałem, i pokazywałem palcem, gdzie przytrzymać, gdzie nie naciskać. Czasem mi się coś omsknęło, czasem jemu, ale bez dramatu, poprawialiśmy i tyle.
Jak już model stał na stole, jeszcze trochę krzywo w jednym miejscu, bo nie wszystko idealnie siadło, wnuk popatrzył i mówi: dziadek, to my zrobiliśmy? My. I ja tylko kiwnąłem głową, bo na moment głos mi się zrobił taki, no, dziwny. Poklepałem go po ramieniu i powiedziałem: no, my.
Potem zaczął zbierać te drobiazgi do pudełka. Wolniej niż na początku, już nie na łapu-capu. Maria przyniosła herbatę i postawiła na stół, w domu zrobiło się spokojniej. Model stał pośrodku, a wnuk co chwilę na niego zerkał, jakby sprawdzał, czy on naprawdę tam jest.
Masz własne wspomnienia? Zapisz swoją historię.
Wystarczy email. Bez hasła. Twoja historia też jest warta opowiedzenia.
Zapisz swoją historię