0:000:00

Skok do zimnej Wisły

Historia Bożeny, ur. 1951

Siedziałyśmy na brzegach, w słońcu, które grzało nas mocno, a wiatr delikatnie muskał nasze twarze. Woda w Wiśle była szara, ale pamiętam, że kiedy się na nią patrzyło, miała w sobie coś magicznego. Często przychodziłyśmy tutaj, ale tego dnia było jakoś inaczej. Może dlatego, że w końcu udało nam się wyrwać z domu na dłużej. Miałam wtedy na sobie lekką bluzkę, a w nogach czułam swobodę, której tak bardzo pragnęłam. Czułam, że ten moment jest nasz, że nikt nam go nie ukradnie.

Kiedy przyszedł czas na to, by zdjąć buty, czułam jak ziemia pod stopami jest ciepła, a woda lodowata, gdy wchodziłam do rzeki. Zaczęłyśmy się ślizgać na zmarzniętych kałużach, które wystawały z wody. Pamiętam, jak śmiech moich koleżanek odbijał się od brzegów. W tej chwili wszystko wydawało się proste i beztroskie. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie, żeby słońce nigdy nie zaszło, a my nie musiały wracać do rzeczywistości.

W pewnym momencie usłyszałyśmy krzyki chłopaków z naszej szkoły, którzy przybiegli z drugiego brzegu. Zaczęli nas zaczepiać, a nasz śmiech jeszcze głośniej rozbrzmiewał w powietrzu. Pamiętam, jak jeden z nich, Marek, zawołał, że jeśli się nie boimy, to możemy wskoczyć do wody. Nasze serca zabiły szybciej. Z jednej strony chciałyśmy pokazać, że jesteśmy odważne, z drugiej – lęk przed zimną wodą nas powstrzymywał.

W końcu podjęłyśmy decyzję. Chwyciłyśmy się za ręce i skoczyłyśmy razem. Pamiętam, że woda była lodowata, a nasz krzyk został przytłumiony przez plusk fal. Wydawało się, że czas się zatrzymał, a my unosiłyśmy się na powierzchni. Długo nie mogłyśmy złapać oddechu, ale śmiech w końcu przejął kontrolę nad naszymi ciałami. Wydawało mi się, że cała rzeka wołała nas do siebie.

Kiedy w końcu wyszłyśmy z wody, byłyśmy całe przemoczone i zziębnięte, ale szczęśliwe. Słońce grzało nas, a wiatr suszył nasze włosy. Wypadało się na brzegu, a w powietrzu unosił się zapach mokrego piasku i rzeki. Tamtego dnia nie miałyśmy żadnych zmartwień, tylko radość i beztroskę. Czułam, że żyję.

W drodze powrotnej do domu, mimo że moje nogi były zmęczone, byłam pełna energii. Każdy krok wydawał się lekki, a w głowie wciąż miałam obraz rzeki i słońca. To był dla mnie szczególny moment, bo nawet teraz, wspominając go, czuję ten sam dreszczyk szczęścia. To było takie proste, ale jednocześnie wyjątkowe. Nasza przyjaźń, ta radość z bycia razem, wszystko to sprawiło, że tamten dzień stał się jednym z najpiękniejszych wspomnień z dzieciństwa.

- Koniec -

Masz własne wspomnienia? Zapisz swoją historię.

Wystarczy email. Bez hasła. Twoja historia też jest warta opowiedzenia.

Zapisz swoją historię