0:000:00

Wakacyjny dzień nad rzeką

Historia Antoniego, ur. 1936

Pamiętam, że był to naprawdę słoneczny dzień. Słońce świeciło jasno, a powietrze miało zapach łąk i świeżo skoszonej trawy. W wakacje, kiedy miałem szesnaście lat, wybrałem się nad rzekę Wdę z kilkoma kolegami. Wszyscy byliśmy podekscytowani, bo zamierzaliśmy łowić ryby. Choć łowienie ryb nie brzmi jakoś szczególnie, ten dzień na zawsze zapadł mi w pamięć.

Wstaliśmy wcześnie, jeszcze zanim słońce wstało. Gdy dotarliśmy na miejsce, wszyscy byli w dobrych humorach. Pamiętam, że na początku śmialiśmy się, bo jeden z kolegów, Marek, przyniósł za dużą wędkę, którą próbował ustawić w najdziwniejszy sposób. Wyglądało to trochę jak taniec i wszyscy wybuchliśmy śmiechem. To była chwila pełna radości.

Usiedliśmy nad brzegiem rzeki. Ja usiadłem na małym kawałku skały, żeby mieć dobry widok na wodę. Woda była czysta, a ryby widać było w jej głębinach. Siedząc tam, czułem spokój. Śpiew ptaków i szum rzeki sprawiały, że świat wydawał się lepszy.

Marek z zapałem rozłożył swoje wędki. Każdy z nas miał swoje ulubione miejsce. Ja wybrałem cień pod drzewem, myśląc, że ryby będą tam chować się przed słońcem. Z każdą chwilą robiło się coraz cieplej, a my coraz bardziej wciągaliśmy się w łowienie.

Spędziliśmy tak kilka godzin, nie łowiąc praktycznie nic. To było frustrujące, zwłaszcza że Marek wciąż próbował nam wmówić, że to on ma najlepszą technikę. Ja jednak miałem nadzieję, że w końcu coś złowię. W pewnym momencie, gdy słońce zaczęło zbliżać się do zachodu, poczułem, że mój spławik zniknął pod wodą. Serce mi zabiło szybciej. Zaciąłem żyłkę, a ryba zaczęła się szarpać. Wydawało się, że walczy mocniej niż ja.

Kiedy w końcu wyciągnąłem ją na brzeg, zamarłem. Udało mi się złowić piękną rybę. Była sporych rozmiarów, z błyszczącymi łuskami, które mieniły się w promieniach zachodzącego słońca. Wszyscy zamarli w ciszy, a potem wybuchliśmy śmiechem i okrzykami radości. Pamiętam, jak Marek krzyczał, że teraz to ja jestem mistrzem wędkarstwa! Frustracja, która towarzyszyła nam wcześniej, zniknęła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Czułem się dumny, nie tylko z tego, że złowiłem rybę, ale też z tego, że spędziliśmy ten dzień razem. Żartowaliśmy i dzieliliśmy się opowieściami. Później, gdy wracaliśmy do domu, roiło się od rozmów o tym, kto i co złowił i jak następnym razem zorganizujemy większe łowy.

Myślę, że to była jedna z tych chwil, które pozostają w pamięci na zawsze. Nie tylko dlatego, że złowiłem rybę, ale też dlatego, że spędziłem czas z przyjaciółmi. Tego dnia panowała radość, a my czuliśmy się po prostu dobrze. I choć od tamtej pory minęło wiele lat, wracając myślami do tego dnia, czuję, jakby to było wczoraj.

Spędzałem czas nad wodą, w otoczeniu przyrody, z przyjaciółmi, i to było dla mnie najważniejsze. Życie, w całej swojej prostocie, potrafi być naprawdę piękne.

- Koniec -

Masz własne wspomnienia? Zapisz swoją historię.

Wystarczy email. Bez hasła. Twoja historia też jest warta opowiedzenia.

Zapisz swoją historię