Biały fartuch
Historia Bożeny, ur. 1951
Siedziałam na krześle w poczekalni, dookoła panował gwar. Ludzie rozmawiali, a dzieci biegały w kółko, prawdopodobnie czekając na rodziców. W powietrzu unosił się zapach zdezynfekowanych powierzchni i środków czyszczących. To był mój pierwszy dzień pracy w szpitalu, a ja czułam się zestresowana i podekscytowana zarazem. Miałam tylko dziewiętnaście lat, a przed sobą nowa rzeczywistość, w której miało się wydarzyć wiele rzeczy.
Pamiętam, jak powoli wchodziłam na oddział, w moim białym fartuchu, który wydawał się mi za duży. Czułam, jak serce mi bije, a w głowie kłębiły się myśli. Zastanawiałam się, czy sobie poradzę. Na oddziale było głośno, a pielęgniarki biegały z jednego miejsca w drugie. Ktoś krzyczał z sali obok, a ja zamarłam, nie wiedząc, co robić. Wszyscy wydawali się tacy pewni siebie, a ja czułam się jak zagubiona owca.
Moja mentorka, pielęgniarka Halina, zauważyła moje wahanie. Podeszła do mnie z uśmiechem i powiedziała: „Nie martw się, zaraz nauczysz się wszystkiego”. Jej ton był uspokajający, a ja poczułam, że może nie będzie tak źle. Wtedy właśnie, w tym zgiełku, poczułam, jak mała iskra nadziei zaczyna świtać w moim sercu.
Halina pokazała mi, co mam robić. Najpierw zajęłyśmy się sprzątaniem sal. Odkurzałyśmy, myłyśmy podłogi, a ja starałam się zapamiętać każdy zakamarek. Praca była ciężka, ale czułam, że to ma sens. Z czasem zaczęłam dostrzegać więcej szczegółów: zapach szpitalnych potraw, które dochodziły z kuchni, czy dźwięki, które rozbrzmiewały w hallu. W pewnym momencie usłyszałam śmiech dzieci, które przyjechały z rodzicami na wizyty. To był tak inny świat od tego, do którego byłam przyzwyczajona.
Kiedy przyszła pora na przenoszenie pacjentów na badania, czułam, jak adrenalinę rośnie we mnie. Halina pokazała mi, jak to robić, a ja z wrażeniem obserwowałam, jak z gracją i pewnością prowadziła wózek. W końcu nadszedł czas, żebym spróbowała sama. Złapałam wózek, poczułam jego ciężar w dłoniach i zaczęłam przesuwać go w stronę sali. Wtedy nagle usłyszałam krzyk z innej części oddziału.
Serce mi zamarło. Halina rzuciła mi jedno spojrzenie i bez słowa ruszyła w stronę dźwięku. W tej chwili zdałam sobie sprawę, że nie chodzi tutaj tylko o sprzątanie i pomoc w codziennych obowiązkach. To był szpital, a tu życie i śmierć były na wyciągnięcie ręki. Pomyślałam o tym, jak w domu zawsze rozmawialiśmy o zdrowiu, ale nigdy nie myślałam, że sama będę w takiej sytuacji.
Kiedy Halina wróciła, powiedziała mi, że musimy być gotowe na wszystko. „Czasami przywożą pacjentów w trudnym stanie, nie możemy panikować” – mówiła ze spokojem. W tym momencie zrozumiałam, że muszę być silna. Cały dzień minął w szybkim tempie. Mimo że byłam zmęczona, czułam, że to, co robię, ma ogromne znaczenie.
Po pracy usiadłam w poczekalni, czekając na tramwaj. Zmęczenie dawało o sobie znać, ale satysfakcja była większa. Pomyślałam o tym, jak wiele mnie czeka, o wszystkich ludziach, których będę miała przyjemność poznać, o ich historiach. I o tym, że w szpitalu nie chodzi tylko o leczenie ciała, ale również o wsparcie i zrozumienie.
Mój pierwszy dzień w szpitalu był pełen emocji. W pamięci utkwiły mi dźwięki, zapachy i obrazy. I chociaż byłam tylko na początku swojej drogi, już wtedy wiedziałam, że to miejsce będzie dla mnie ważne. Czułam, że znalazłam się w odpowiednim miejscu, a moje życie nabrało sensu, który zawsze chciałam odnaleźć.
Masz własne wspomnienia? Zapisz swoją historię.
Wystarczy email. Bez hasła. Twoja historia też jest warta opowiedzenia.
Zapisz swoją historię