Akademia z okazji Dnia Nauczyciela
Historia Bożeny, ur. 1951
Siedziałam w ławce, słuchając, jak nauczycielka ogłasza, że za tydzień będzie akademia z okazji Dnia Nauczyciela. Wszyscy się ekscytowali, a ja nie wiedziałam, czy chcę wziąć w tym udział. W szkole zawsze były jakieś występy, ale ja nigdy nie czułam się pewnie na scenie. Nauczycielka zwróciła się do mnie i powiedziała, że mogłabym zrecytować jakiś wiersz. To było dla mnie zupełnie nowe.
Pomyślałam o wierszu, który czytałam w szkole – był o wiośnie. Od dłuższego czasu lubiłam poezję, ale nigdy nie myślałam, że będę recytować coś przed wszystkimi. Z jednej strony byłam podekscytowana, ale z drugiej, przerażona. Cały tydzień spędziłam na nauce wiersza i nie mogłam się skupić na niczym innym. W tamtych czasach nie było żadnej technologii, żeby się nagrać i posłuchać swojego głosu. Musiałam polegać tylko na sobie.
W dzień akademii pogoda była piękna, słońce świeciło, a powietrze pachniało wiosennie – świeżością i kwiatami. W tle unosił się lekki zapach siarki z kopalni. To był ten czas, gdy dzieci spędzały dni na podwórku, a dorośli prowadzili rozmowy o pracy. Klasa była pełna dzieci, a ja siedziałam z czerwonymi policzkami. Miałam na sobie nową sukienkę, która była skromna, ale mama mówiła, że jest ładna. W tamtej chwili to wydało mi się ważne.
Kiedy nadszedł czas mojego wystąpienia, serce zaczęło mi bić jak szalone. Podniosłam się z ławki, wzięłam głęboki oddech i wyszłam na scenę. Widziałam przyjaciółki, które mi kibicowały, a nauczycielka uśmiechała się zachęcająco. To mnie trochę uspokoiło. Wzięłam kartkę z wierszem i zaczęłam recytować. Na początku miałam wrażenie, że zapominam, co mówić, ale potem wpadłam w rytm i słowa same zaczęły płynąć. Patrzyłam na publiczność, a w miarę jak mówiłam, czułam się coraz bardziej pewnie.
Kiedy skończyłam, na chwilę zapanowała cisza, a potem wszyscy zaczęli klaskać. Uśmiechając się, podziękowałam i zeszłam ze sceny. Na dole czekały na mnie dziewczyny, które przytuliły mnie i powiedziały, że było super. Czułam się szczęśliwa i dumna. To była chwila, która na zawsze zostanie w mojej pamięci. Emocje były intensywne – strach, radość, ulga. Wtedy zrozumiałam, że nie tylko lubię poezję, ale także chcę ją tworzyć.
Po akademii wróciłam do domu z poczuciem spełnienia. Mama zauważyła, że coś się we mnie zmieniło. Opowiedziałam jej, jak to było, a jej radość była dla mnie ważna. Zaczęłam pisać własne wiersze. Pisałam o tym, co mnie otaczało – o przyrodzie, o ludziach, o tym, co działo się w moim życiu. Czułam, że każda napisana linijka sprawia, że staję się silniejsza.
Później, w czasie nauki w szkole, mówiłam koleżankom, że dobrze jest pisać. Nie wszyscy mnie rozumieli, ale to mi nie przeszkadzało. Potrafiłam skupić się na swoich wierszach i odkrywać świat na nowo. Ten występ na akademii był dla mnie pierwszym krokiem do odkrywania siebie. Dzięki niemu zrozumiałam, że słowo ma moc.
Czas mijał, a ja coraz więcej pisałam. Te wspomnienia z akademii towarzyszyły mi przez długi czas. Z czasem zaczęłam recytować swoje wiersze koleżankom w szpitalu, gdy pracowałam jako salowa. Nie były to występy na scenie, ale takie chwile, które sprawiały, że zapominałyśmy o codziennym trudzie.
I tak, wszystko zaczęło się od jednej akademii, w jednym małym miasteczku, gdzie powietrze niosło zapach siarki, a dzieci biegały po podwórku, a ja stałam tam, na scenie, recytując wiersz, który otworzył przede mną drzwi do świata poezji. Czasami myślę, jak bardzo cieszyłabym się, gdyby mój mąż, Tadeusz, widział mnie wtedy, jak staję na scenie, bo zawsze mnie wspierał. Ciekawe, co by powiedział.
Masz własne wspomnienia? Zapisz swoją historię.
Wystarczy email. Bez hasła. Twoja historia też jest warta opowiedzenia.
Zapisz swoją historię