Szarlotka z dzieciństwa
Historia Barbary, ur. 1956
W oknie świeciło słońce, a ja stałam przy blacie w mojej małej kuchni, dokładnie sprawdzając składniki do ciasta. To był wtorek, nie pamiętam dokładnie, który, ale w powietrzu czuć było lekki zapach jesieni. Kiedy tak stałam, zerknęłam przez okno i zauważyłam, jak liście zaczynają zmieniać kolor, a słońce odbijało się w szybach sąsiadów. Cała Gdynia powoli przygotowywała się na nadchodzące chłody, a ja myślałam o tym, co za chwilę wydarzy się w moim domu.
Postanowiłam upiec szarlotkę. W sezonie jabłkowym to była moja ulubiona słodkość, a każda okazja była dobra, by ją przygotować. W końcu, udało mi się znaleźć pod pięknym, grubym kocem w szafie zeszyt z przepisami, w którym zanotowałam rodzinne receptury. Widniała tam również moja pierwsza szarlotka, która była wielką katastrofą, ale wtedy nie miałam jeszcze pojęcia, że miłość do pieczenia rozwinie się w taką pasję. Zebrałam wszystkie składniki, powoli, bez pośpiechu, bo w każdej chwili można było usłyszeć śmiech wnuków na podwórku.
Kiedy jabłka zaczęły się piec, w kuchni uniósł się wspaniały zapach kanapek z cynamonem. Oparłam się o stół i pomyślałam o moich dzieciach, o Magdzie i Piotrze, którzy zawsze z niecierpliwością czekali na świeżo upieczone ciasto. Nawet dziś, kiedy są już dorośli, wspomnienie ich zachwyconych min, gdy stawiałam przed nimi talerz z ciepłą szarlotką, wciąż rozpalało moją duszę. Każdego lata przyjeżdżali z rodzinami na kilka dni, a ja zawsze starałam się przygotować coś wyjątkowego.
Kiedy ciasto było gotowe, a ja pokroiłam je na kawałki, usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam, że to Magda z Zosią. Uśmiechnęłam się i przytuliłam je, czuć było ich radość, a Zosia od razu pobiegła do kuchni, wąchając zapach, który dobiegał z piekarnika. "Babciu, co pieczesz?" – zapytała z ekscytacją, a ja poprosiłam ją, by pomogła mi w nakładaniu kawałków na talerz.
Siadłyśmy razem przy stole, a Zosia wzięła pierwszy kęs. Taką radość widziałam w jej oczach, że aż mi się serce ścisnęło. "Jakie pyszne, babciu!" – wykrzyknęła, a ja poczułam się jak wtedy, gdy Magda i Piotr byli mali. Wspomnienia, jakby byli tuż obok mnie, sprawiły, że na chwilę zapomniałam o wszystkim. Ponownie byłam tą młodą matką, która piekła dla swoich dzieci, z nadzieją, że będą szczęśliwe.
Po chwili dołączył do nas Piotr, który przyniósł ze sobą Franusia. Maluch biegał po kuchni, próbując sięgnąć na stół, a ja zdążyłam już przygotować mu mały talerzyk z kawałkiem szarlotki. Kiedy tylko go zobaczył, z jego ust wydobył się radosny okrzyk. Takie momenty, pełne radości i śmiechu, były dla mnie bezcenne. Czułam, że ta chwila, pełna rodzinnej bliskości, jest tym, co naprawdę się liczy.
Siedząc przy stole, rozmawialiśmy o szkole, pracy, o tym, jak Zosia zaczęła uczyć się grać na pianinie. Wspólnie wspominaliśmy czasy, gdy Magda była młodsza, a ja biegałam z nimi na plac zabaw. Czas mijał, a my piliśmy herbatę i delektowaliśmy się szarlotką, rozmawiając o drobiazgach, które w sumie tworzą nasze życie. Wtedy myślałam, że te małe momenty są najważniejsze.
Zosia w pewnym momencie zwróciła się do mnie: "Babciu, a co jeszcze będziesz piekła, jak nie szarlotkę?" Uśmiechnęłam się, widząc w niej ciekawość i chęć poznawania smaków. "Może upiekę sernik na Wielkanoc?" – odpowiedziałam, przypominając sobie mój debiut w pieczeniu sernika, który skończył się niezłą wtopą. Zawsze, jak o tym myślę, czuję, że to były początki mojej miłości do pieczenia.
Gdy tak siedzieliśmy, w kuchni nagle zapach szarlotki nabrał nowych kolorów. Była to chwila, w której po prostu byłam. Bez zmartwień, bez pomyłek z przepisami. I nawet w obliczu codziennych obowiązków, takich jak pranie czy zakupy, w tamtej chwili nie liczyło się nic. Liczyła się tylko ta radość, bliskość, dźwięki śmiechu i wspólnie spędzony czas.
Potem, po obiedzie, poszliśmy na podwórko. Dzieciaki biegały, a ja siedziałam na tarasie, pijąc kawę i patrząc na ich radość. W oddali słychać było szum morza, a w powietrzu unosił się zapach świeżego powietrza. I wtedy zrozumiałam, że te proste chwile, te wspólne momenty przy pieczeniu i przy stole, są tym, co naprawdę tworzy naszą rodzinę. Dziś patrzę na to wszystko inaczej, z większą wdzięcznością i zrozumieniem, że życie składa się z takich drobiazgów, które pamięta się na zawsze.
Masz własne wspomnienia? Zapisz swoją historię.
Wystarczy email. Bez hasła. Twoja historia też jest warta opowiedzenia.
Zapisz swoją historię