0:000:00

Nowe książki i farby

Historia Józefy, ur. 1936

Kiedy nastał wrzesień, a słońce wciąż grzało, przyszedł czas, by rozpocząć naukę w nowej szkole. Miałam szesnaście lat, a serce biło mi mocno, gdy stawiałam pierwsze kroki w budynku, który miał stać się częścią mojego życia. Nowe otoczenie, nowe twarze — wszystko wydawało się obce, a ja czułam się jak ptak w nieznanym gnieździe.

Pamiętam, że w dniu, w którym zaczynałam naukę, powietrze pachniało nowymi książkami i farbami w pracowni plastycznej. Przechodziłam korytarzem, słysząc śmiechy i rozmowy, a ja starałam się nie myśleć o swoim zdenerwowaniu. Z każdym krokiem czułam, jak moje serce przyspiesza, a dłonie stają się wilgotne.

Weszłam do klasy, a wszystkie oczy zwróciły się w moją stronę. Starałam się nie schować za drzwiami, choć miałam na to ochotę. Nauczycielka, pani Kowalska, przywitała mnie uśmiechem, ale ledwo mogłam na nią spojrzeć. W jakiś sposób wytłumaczyła, że mam się przedstawić, a ja, zdenerwowana, zaczęłam mówić, ale mój głos był tak cichy, że musieli się wytężyć, by mnie usłyszeć.

W sali panował lekki szum, a gdy skończyłam, usłyszałam kilka przyjaznych głosów. "Nie przejmuj się, to szybko minie. Będzie dobrze!" — powiedziała dziewczyna siedząca obok. Miała długie warkocze i uśmiech na twarzy, jakby chciała mi pokazać, że nie muszę się bać.

Siedząc na lekcjach, czułam, jak atmosfera się zmienia. Gdy nauczycielka zaczęła omawiać program, zaczęłam zwracać uwagę na to, co mówi. Przedmioty, które omawialiśmy, interesowały mnie. Historia, język polski — moje lęki zaczynały znikać, a na ich miejsce wkradała się ciekawość. W pewnym momencie po prostu przestałam się bać. Moje myśli zaczęły płynąć, a ja zadawałam pytania.

Jednak gdy dzwonek na przerwę rozległ się, adrenalina wróciła. Wszyscy zaczęli wychodzić z klasy, a ja zostałam na miejscu, niepewna, co robić. Wtedy podeszła do mnie ta sama dziewczyna z warkoczami. "Chcesz iść z nami? Idziemy na boisko" — zapytała. Zgodziłam się, choć w środku nadal byłam spięta.

Na boisku było głośno, dzieci biegały, śmiały się, a ja czułam się, jakbym miała zatonąć w tym tłumie. Jednak z każdym krokiem moje obawy zaczynały znikać. Zaczęłam rozmawiać z innymi dziewczynami, a ich uśmiechy sprawiły, że poczułam się lepiej. Gdy zaczęłyśmy grać w piłkę, radość zaczęła wracać. Śmiech, krzyki, wszyscy biegali za piłką, a ja też dołączyłam, nie zważając na to, jak bardzo się trzęsłam.

To był moment, w którym zrozumiałam, że nowa szkoła to początek czegoś nowego. Pełna energii wróciłam do klasy, jeszcze bardziej otwarta na naukę i nowe przyjaźnie. Czasem, gdy siedzę w ogrodzie, pielęgnując kwiaty, myślę o tamtym dniu. Czułam, że w moim sercu pojawia się przestrzeń na ludzi, przygody i naukę.

Pierwszy dzień w nowej szkole zapamiętam na zawsze, bo to był moment, kiedy zaczęłam odnajdywać siebie w nowym świecie. A potem z każdym dniem, z każdą lekcją, z każdym nowym przyjacielem, moje serce stawało się coraz bardziej otwarte.

- Koniec -

Masz własne wspomnienia? Zapisz swoją historię.

Wystarczy email. Bez hasła. Twoja historia też jest warta opowiedzenia.

Zapisz swoją historię