0:000:00

Cynamonowa chmurka w ogrodzie

Historia Barbary, ur. 1956

Pewnego letniego dnia, gdy słońce świeciło mocno, odwiedziła mnie Zosia. Była wtedy jeszcze mała, z warkoczykami, które wesoło tańczyły na jej głowie, kiedy biegała po moim ogródku. Pamiętam, jak cieszyła się na myśl o pieczeniu ciasta. W moim gabinecie stały wszystkie składniki, gotowe do użycia. Jajka, mąka, cukier i aromatyczna przyprawa cynamonowa, która pachniała tak intensywnie, że aż ślinka leciała.

Zosia zawsze była ciekawa świata, a w pieczeniu odnajdywała radość. Patrzyłam, jak uważnie przygląda się wszystkiemu, co robię. Wzięłam jej małą rączkę i pokazałam, jak przesiewać mąkę. „Zobacz, Zosiu, tak się robi!” – powiedziałam, ale ona była bardziej zainteresowana tym, jak mąka unosi się w powietrzu, tworząc chmurkę. Jej oczy były pełne zachwytu, jakby to była magia.

Kiedy zaczęłyśmy mieszać składniki w misce, Zosia z zapałem dodawała wszystko. Czasem dla żartu, a czasem z prawdziwą determinacją. „Babciu, a co myślisz, czy będzie dobre, jeśli dodamy więcej cynamonu?” – zapytała, zerkając na mnie. Pomyślałam, że to mała chemiczka, która już w tak młodym wieku myśli o smakach. Z paczki cynamonu wysypała trochę więcej, a ja nie mogłam się powstrzymać od śmiechu. „Niech tak będzie!” – odpowiedziałam.

Kiedy ciasto było gotowe, wlałam je do formy, a Zosia wrzuciła kilka pokrojonych jabłek. Zapach świeżych owoców unosił się w powietrzu, a ja czułam, jak moje serce się raduje. „Teraz wstawiamy do piekarnika i czekamy!” – powiedziałam, mając nadzieję, że Zosia wytrzyma te kilka chwil. Usiadłyśmy przy stole, a ona zaczęła zadawać mi pytania o wszystko – o pieczenie ciast, o moich ulubionych smakach, o tym, co robiłam, gdy byłam taka jak ona.

Kiedy ciasto zaczęło się piec, usłyszałyśmy delikatny dźwięk z piekarnika. Czułyśmy, jak powietrze wypełnia się ciepłem, a zapach jabłek i cynamonu stawał się coraz intensywniejszy. Zosia niecierpliwie przeskakiwała z nogi na nogę, a ja musiałam zająć jej uwagę. „A wiesz, co było moim ulubionym deserem, gdy byłam dzieckiem?” – zaczęłam opowiadać. Opisałam, jak piekłam z mamą ciasta w naszej małej kuchni, jak to wszystko wyglądało i jak wspaniale smakowało.

Piekarnik dał znak, że czas sprawdzić, jak się potoczyło nasze dzieło. Otworzyłam drzwiczki i poczułam uderzenie gorącego powietrza. Ciasto miało złocisty kolor, a jego powierzchnia była lekko skwiercząca. Zosia zawołała: „Babciu, czy już jest gotowe?!” – z takim entuzjazmem, że nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu. Wyjęłam ciasto na talerz, a zapach był tak urzekający, że aż się zachwyciłam. „Zobacz, Zosiu! Jakie piękne!” – powiedziałam, gdy ona z szerokim uśmiechem przyglądała się efektom naszej pracy.

Kiedy ciasto wystygło, pokroiłyśmy je na małe kawałki, a Zosia zafascynowana czekała przy stole. Miałam wrażenie, że każdy kęs to dla niej nowe odkrycie. „Babciu, czy możemy dodać jeszcze więcej cynamonu następnym razem?” – pytała z zapałem. W tej chwili nie chodziło o ciasto, ale o wspólne tworzenie, o nasze rozmowy, które na pewno zapamięta.

W ciągu dnia wiele się wydarzyło, ale ten zapach, ta radość w oczach Zosi... Na pewno pozostaną w mojej pamięci. Takie chwile są bezcenne, a czasem wystarczy spojrzenie, śmiech, a nawet cisza, w której czujemy, że jesteśmy razem. Czasem myślę, że w takich prostych czynnościach najłatwiej odnaleźć radość. Zosia wyszła z mojej kuchni z uśmiechem, a ja czułam, że nasze pieczenie było czymś więcej niż tylko przepisem na ciasto. To była nasza mała tradycja.

- Koniec -

Masz własne wspomnienia? Zapisz swoją historię.

Wystarczy email. Bez hasła. Twoja historia też jest warta opowiedzenia.

Zapisz swoją historię